Znajomość Jungkooka i Taehyunga rozkwitała w każdej sekundzie, minucie, godzinie niczym piękna brzoskwiniowa piwonia, która swoją drogą wśród kwiatów, według Jungkooka, królowała dzięki swojej subtelności. Czas spędzony razem przemijał im zadziwiająco szybko. Potrafili spotkać się o trzynastej i wystarczyło mrugnięcie, aby okazało się, że dochodziła już dwudziesta. To ich czasami przerażało, ale zarazem potwierdzało fakt, iż spotkanie w autobusie i słuchanie niczego było im pisane.
Luty rozpoczął się dosyć spokojnie dla ich relacji; odkrywali swoje wady oraz zalety, sprzeczali o ostatni kawałek pizzy i coraz bardziej angażowali się w siebie nawzajem. Mogłoby się rzec, że idealnie się uzupełniali.
— Co dzisiaj jemy? — zapytał Taehyung.
Wspólnie leżeli na podłodze w salonie. Dlaczego właśnie tam? To nie miało znaczenia, gdzie spędzali czas. Ważne, że byli razem. Tylko to się liczyło.
Jungkook głośno mruknął pod nosem, nie mając pomysłu na nic konkretnego. Zjadłby zarówno burgera, jak i również parę czekoladowych batoników. Oczywiście tych bez cukru, żeby to było jasne. Chociaż z logicznego punktu widzenia nie miało to zbyt wiele znaczenia, biorąc pod uwagę codzienną dietę ich obydwóch, która polegała na zamawianiu jedzenia z tanich restauracji.
I Jungkook po raz pierwszy właśnie sobie uświadomił, że wraz z Taehyungiem mieli pierwszy, wspólny nawyk — jedzenie wszystkiego, co niezdrowe. Na myśl o tym Jungkook lekko się zarumienił, nie zdając sobie wówczas sprawy z tego, dlaczego jego ciało zareagowało w taki sposób na głupią myśl.
— Hm, zaskocz mnie — odpowiedział przekornie, zwracając twarz w stronę Taehyunga.
— To może być ciężkie, wiesz o tym? — zapytał, na co Jungkook z szerokim uśmiechem pokiwał głową. — Dobrze, zatem — kontynuował, mrużąc oczy — poczekaj tutaj. Wrócę niedługo — ogłosił pewny siebie i swojego pomysłu, który w jego głowie brzmiał genialnie.
Taehyung wstał pospiesznie, ubrał kurtkę oraz wsunął na stopy buty, a następnie pozostawił Jungkooka samego w swoim mieszkaniu, wiedząc, że ten nie ma nawet kluczy. Miał przynajmniej pewność, że nigdzie nie ucieknie z poczucia obowiązku, aby chronić przed kradzieżą jego niezbyt wielki majątek.
Tak, mieszkanie Taehyunga nie należało do najpiękniejszych. Także nie mieściło się w najbardziej prestiżowej dzielnicy Seulu. Wprawdzie było bardziej skromnie niż właśnie prestiżowo. Trzydzieści parę metrów, miejscami odchodząca od ścian nieco zżółknięta tapeta i co jakiś czas przebiegający po podłodze pająk — taka właśnie okazywała się rzeczywistość, w której żył. Ale nie przeszkadzało mu to, ponieważ mógł śmiało stwierdzić, iż w swojej codzienności czuł się naprawdę dobrze.
Natomiast Jungkook nie był przyzwyczajony do takich standardów. I może to było nieco płytkie, ale po tym, jak ubierał się Taehyung, Jungkook naprawdę sądził, iż ten mieszka w lepszych warunkach, a jego mieszkanie ma wielkość co najmniej pięćdziesięciu metrów. Ale z drugiej strony, dopóki w tych trzydziestu kilku metrach znajdował się Taehyung, Jungkook mógłby zmienić swój poziom życia, aby tylko być blisko niego.
Tak rozmyślając, minęła pierw pierwsza godzina, później druga. Jungkook nawet zaczął się martwić, czy brunetowi nic się nie stało. I kiedy jego cierpliwość już się kończyła i zaraz miał sięgnąć po telefon nagle z hukiem do pomieszczenia wbiegł Taehyung, ciągnąc za sobą wielki karton.
— Co to? — zapytał Jungkook, siadając. Tak, nadal znajdował się na ziemi, od ponad dwóch godzin.
— Ostatnio powiedziałeś, że zawsze marzyłeś o takim czymś, co robi takie coś. Więc wyskrobałem swoje ostatnie oszczędności i kupiłem nam maszynę do waty cukrowej.
Oczy Jungkooka otworzyły się szerzej.
— Żartujesz, prawda? — wydusił z siebie. — I powiedz, że nie byłeś na tyle głupi, aby wydać tyle pieniędzy, ponieważ wspomniałem ci o swoim głupim marzeniu z dzieciństwa, prawda?
— Chyba jednak jestem głupi — mruknął pod nosem, drapiąc się niezręcznie po głowie. — Jestem głupi, ponieważ nie kupiłem żadnego cukru do maszyny i muszę iść jeszcze raz do sklepu. Ale swoją drogą, wiedziałeś, że ciężko jest kupić takie urządzenie ot tak? Naprawdę, zwiedziłem chyba sto sklepów i dopiero w sto pierwszym udało mi się kupić prezent dla ciebie, dla nas...
— Kim Taehyung! — krzyknął Jungkook, przerywając monolog bruneta.
— Tak?
— Jesteś głupi.
— Zrobiłem to dla ciebie. Ty jesteś wart wszystkich pieniędzy i każdego poświęcenia, Jeon Jungkook.
W lutym Jungkook zdał sobie sprawę z tego, że świadomie, bądź nie, zakochał się w głupiutkim brunecie. Słowa Taehyunga tego dnia zapadły już na zawsze w jego pamięć.
Brak komentarzy
Prześlij komentarz